Pochwała błędu Wiele lat temu, gdy zaczynałem malować mapy, starałem się jak najczyściej odwzorować linie. Z czasem doszedłem do perfekcji w używaniu malarskiej taśmy maskującej. Krawędzie nie miały podcieków, a podrysowania ołówkiem znikały pod farbą. Wiedziałem, jaką powinna mieć gęstość, znałem kolory, które idealnie kryją ślad ołówka, i te, które tego nie potrafią. Gdy coś się nie udawało, zaczynałem od nowa. Zamalowywałem i próbowałem jeszcze raz. Do skutku. Dziś jest odwrotnie. Lubię, gdy jest nieperfekcyjnie. Zmieniłem narzędzia, rzadziej używam pędzla, częściej sięgam po aerograf albo pistolet malarski. Trudno wówczas utrzymać czystość rysunku. Zawsze coś się podleje, coś zachlapie. Gdy mam gorszy dzień i brakuje mi skupienia, wszystko się brudzi. Mógłbym wtedy próbować to naprawiać: czyścić, powtarzać, ponownie oklejać taśmą. Zwykle jednak brakuje mi na to cierpliwości. Farba nie zdąży wyschnąć, taśma się nie trzyma, wilgotność powietrza sprawia, że obraz pozostaje zbyt długo mokry. Coś się odkleja i robi się jeszcze gorzej. Czuję, że materia nie współpracuje. Nauczyłem się to akceptować. Brnę w błąd. Z niedoskonałości czynię zadanie dla obrazu, wzmacniam ją, rozwijam. Pojawia się wtedy materia bliska rysunkowi graffiti. Uczę się, że obraz stawia opór: nie pozwala na jednoznaczność, sprzeciwia się gotowym tezom. Domaga się spekulacji, zaprasza do ryzyka. Wiedziałem to zawsze, że obrazu nie da się w pełni zaplanować, ale dopiero z czasem zacząłem czerpać z tego prawdziwą radość. Pozbyłem się młodzieńczego rozczarowania, które towarzyszyło mi, gdy patrząc na przygotowane podobrazia, wiedziałem, że nie dokończę cyklu. Pomysł na serię wyczerpywał się na trzecim obrazie, a pozostawało jeszcze siedem płócien, z którymi nie wiedziałem, co zrobić. Dziś pracuję inaczej. Używam identycznych formatów i swobodnie przeskakuję między pomysłami. Próbuję, a gdy coś zaskoczy, staram się podtrzymać napięcie. Polubiłem tę niewiadomą. Akceptacja porażki nie oznacza rezygnacji. Logika obrazu jest nieubłagana: nietrafiona kompozycja nie pozwala go domknąć, źle ustawiona gama lub walor odbierają energię, niepewny rysunek pozbawia wyrazu, a mało szlachetna materia osłabia kolor. Wszystko musi się zgadzać. A jednak szczeliny niedokładności mogą działać na korzyść i potwierdzają właściwe decyzje, spajają, kierują ku intencji autora. Pozwalają widzowi dopowiedzieć to, co artysta jedynie przeczuwa. Błąd staje się cnotą. Niewiadoma — celem. Stefan Paruch
Stefan Paruch (ur. 1978)
W latach 1997-2002 studiował na Wydziale Malarstwa w Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie,
w l. 1998-2000 studiował w Gościnnej Pracowni prof. Leona Tarasewicza. Dyplom „Lekcja przysposobienia obronnego” obronił w 2002 w pracowni prof. Jarosława Modzelewskiego. W latach 2003 - 2006 studiował w Wyższym Studium Montażu w PWSFTViT w Łodzi. Wraz z grupą artystów współtworzy pracownie przy ulicy 11 Listopada na warszawskiej Pradze. Obecnie pracuje jako profesor uczelni w Instytucie Edukacji Artystycznej Akademii Pedagogiki Specjalnej im. Marii Grzegorzewskiej w Warszawie.
Pochwała błędu
ReplyDeleteWiele lat temu, gdy zaczynałem malować mapy, starałem się jak najczyściej odwzorować linie. Z czasem doszedłem do perfekcji w używaniu malarskiej taśmy maskującej. Krawędzie nie miały podcieków, a podrysowania ołówkiem znikały pod farbą. Wiedziałem, jaką powinna mieć gęstość, znałem kolory, które idealnie kryją ślad ołówka, i te, które tego nie potrafią. Gdy coś się nie udawało, zaczynałem od nowa. Zamalowywałem i próbowałem jeszcze raz. Do skutku. Dziś jest odwrotnie. Lubię, gdy jest nieperfekcyjnie. Zmieniłem narzędzia, rzadziej używam pędzla, częściej sięgam po aerograf albo pistolet malarski. Trudno wówczas utrzymać czystość rysunku. Zawsze coś się podleje, coś zachlapie. Gdy mam gorszy dzień i brakuje mi skupienia, wszystko się brudzi. Mógłbym wtedy próbować to naprawiać: czyścić, powtarzać, ponownie oklejać taśmą. Zwykle jednak brakuje mi na to cierpliwości. Farba nie zdąży wyschnąć, taśma się nie trzyma, wilgotność powietrza sprawia, że obraz pozostaje zbyt długo mokry. Coś się odkleja i robi się jeszcze gorzej. Czuję, że materia nie współpracuje. Nauczyłem się to akceptować. Brnę w błąd. Z niedoskonałości czynię zadanie dla obrazu, wzmacniam ją, rozwijam. Pojawia się wtedy materia bliska rysunkowi graffiti. Uczę się, że obraz stawia opór: nie pozwala na jednoznaczność, sprzeciwia się gotowym tezom. Domaga się spekulacji, zaprasza do ryzyka. Wiedziałem to zawsze, że obrazu nie da się w pełni zaplanować, ale dopiero z czasem zacząłem czerpać z tego prawdziwą radość. Pozbyłem się młodzieńczego rozczarowania, które towarzyszyło mi, gdy patrząc na przygotowane podobrazia, wiedziałem, że nie dokończę cyklu. Pomysł na serię wyczerpywał się na trzecim obrazie, a pozostawało jeszcze siedem płócien, z którymi nie wiedziałem, co zrobić. Dziś pracuję inaczej. Używam identycznych formatów i swobodnie przeskakuję między pomysłami. Próbuję, a gdy coś zaskoczy, staram się podtrzymać napięcie. Polubiłem tę niewiadomą. Akceptacja porażki nie oznacza rezygnacji. Logika obrazu jest nieubłagana: nietrafiona kompozycja nie pozwala go domknąć, źle ustawiona gama lub walor odbierają energię, niepewny rysunek pozbawia wyrazu, a mało szlachetna materia osłabia kolor. Wszystko musi się zgadzać. A jednak szczeliny niedokładności mogą działać na korzyść i potwierdzają właściwe decyzje, spajają, kierują ku intencji autora. Pozwalają widzowi dopowiedzieć to, co artysta jedynie przeczuwa. Błąd staje się cnotą. Niewiadoma — celem.
Stefan Paruch